Nairobi to jedno z najważniejszych miast w Afryce, czwarte "centrum światowe" ONZ, główny ośrodek biznesu i pomocy humanitarnej w Afryce Wschodniej. Pierwsze wrażenia zależą od tego, jak i skąd się przyjeżdża.
Przybywających drogą lądową, z któregoś z ubogich państw ościennych, Nairobi pozytywnie zaskakuje wyraźnymi oznakami zamożności. Turyści przylatujący z Europy, patrząc na znajome reklamy, mają czasem wątpliwości, czy aby na pewno trafili tam, gdzie zamierzali. Stolica Kenii nie liczy sobie jeszcze nawet stu lat. Pod wieloma względami bardzo przypomina nowoczesne miasta europejskie, ale jednocześnie jakby brak jej duszy, co zresztą szybko daje się zauważyć.
Zwiedzanie centrum Nairobi najlepiej rozpocząć od Kenyatta Avenue. Na tę reprezentacyjną aleję, a także jej bliższe i dalsze sąsiedztwo, można spojrzeć z lotu ptaka, wjeżdżając przeszkloną windą na dach budynku ICEA w północno-zachodnim rogu Wabera Street. Strażnikom na dole najlepiej powiedzieć, że ma się do załatwienia coś w japońskiej ambasadzie na XV piętrze.
Kenyatta Avenue zaprojektowano niegdyś tak, by mógł na niej bez problemów zawrócić zaprzęg z dwunastu wołów. Szeroka, kilkupasmowa, zatopiona w zieleni drzew i krzewów, jest (wraz z centrum konferencyjnym Kenyatta) wizytówką stolicy. Najefektowniej prezentuje się, okupowana przez turystów, jej część południowa, pełna cinkciarzy, sprzedawców pamiątek i czyścibutów przyglądających się z uwagą obuwiu przechodniów.
Na wschodnim końcu alei, naprzeciwko Nakumatt, na rogu Kimathi Street, uwagę zwraca Thorn Tree Café należąca do New Stanley Hotel. Jest to jedyna w Nairobi kawiarnia uliczna z prawdziwego zdarzenia, która pomimo nieznośnie leniwych kelnerów ("właśnie mamy dostawę") stanowi świetne miejsce spotkań.
Langata Nature Education Centre (Centrum Edukacji Przyrodniczej Langata), podlegające pod African Found for Endangered Wildlife (afrykański fundusz zagrożonych gatunków), reklamuje się jako wielka atrakcja dla dzieci, ale pełni nader poważne zadania. Dzięki działalności ośrodka udało się m.in. powiększyć populację rzadkich żyraf Rothschilda.
Pierwszymi mieszkańcami rezerwatu było dzikie stado sprowadzone z okolic Soy. Najwspanialsze zdjęcia robi się z wieży obserwacyjnej, do której żyrafy wsuwają swe wielkie głowy w poszukiwaniu pokarmu. Najlepiej przyjechać tu rano bądź w pochmurny dzień, ponieważ w pełnym słońcu aparat wyczynia niekiedy cuda. W pobliżu żyje wiele innych zwierząt, m.in. wielki oswojony guziec.
źródło: http://www.przewodnik.onet.pl
|